Vannesa
3 miesiące później
Nie mogę uwierzyć
,że rodzice zrobili mi coś takiego. Siedzę w samochodzie razem z moją
rodzicielką i ojcem , czekając na to co stanie się za chwilę. Nie wiem czemu mi
to robią, zabierając mnie do tego ośrodka w celu " chronienia mnie".
I wszystko przez te gówniane zioła. Westchnęłam. Jedziemy już od jakieś
godziny ,jakby nie mogli mi tego
załatwić na miejscu. Oparłam się na tylnym siedzeniu i wpatrywałam we wszystko
co mnie otaczało ,chcąc zapamiętać jak później wymknąć się z tej dziury i
wrócić do domu. Zamknęłam oczy by chwile pomyśleć , ale zaraz je otworzyłam.
Przypomniały mi się wszystkie chwile po tym wypadku.
Back
Obudziłam się na
szpitalnym łóżku. Podniosłam się lekko ,ale od razu opadłam. Nie miałam nawet
sił by się podnieść. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam moją mamę ,która
niespokojnie spała na krześle obok. -Co ja tu robię?- Myślałam gorączkowo. I
przypomniałam sobie wydarzenia z ostatniej soboty ,którą pamiętam. -Urodziny
Fabiana ,no tak. -byłam zła na siebie za doprowadzenie się do takiego stanu
,ale z tego co pamiętam to nie brałam tak dużo. Z rozmyślań wyrwał mnie głos
mojej matki.
-Vannesa? Kochanie
obudziłaś się-spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Pokiwałam lekko głową i
rzuciłam jej zdziwione spojrzenie.
-Czemu miałabym się
nie obudzić? Co się stało?- rzuciłam szybko.
Spojrzała na mnie
zmieszana.
-Powiedziałaś nam
,że idziesz do koleżanki na urodziny a nie do kolegi. -westchnęła.-około 23:30
dostaliśmy telefon z pogotowia ,że jesteś w szpitalu. Pojechaliśmy tam i lekarz
powiedział ,że brałaś silne narkotyki i to nie pierwszy raz-wyszeptała cicho 4
ostatnie słowa. -Mogłaś umrzeć-zauważyłam w jej oczach łzy.
Nie zdążyłam nic powiedzieć bo do pokoju
wszedł tata. Spojrzał na mnie nic nie mówiąc. A za nim zobaczyłam lekarza.
-Dzień Dobry panno
Lorien ,jak się czujesz? -zapytał i
spojrzał na tablice przed łóżkiem i zaczął spisywać coś z niej.
-Dosyć dobrze -
mruknęłam. Spojrzał na mnie z kpiną w oczach i skierował słowa do rodziców:
- Za jakieś 3 dni
państwa córka będzie mogła zostać wypisana . A teraz proszę wyjść, potrzebuje
wypoczynku - powiedział i skierował na mnie ręką.
End back
Wzdrygnęłam się na te wspomnienia ,ale wtedy nie było tak
źle.
Back
-Wyjeżdżasz-rzuciła
oschle moja matka po 2 miesiącach spokoju.
-Gdzie?
-zdezorientowana stałam w osłupieniu.
-Na odwyk-dokończył
za nią mój tata.
-Jak to na odwyk?!
-Normalnie. Jedziesz
jutro rano, pakuj się.
-I dopiero mi o tym
mówicie?!- zapytałam z niedowierzaniem. -Na ile jadę?!
-11 miesięcy ,a
jeśli nie wybiją Ci tego z głowy , na dłużej. -Nie mogłam tego słuchać
,pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wyjęłam telefon i
wybrałam numer Marcusa.
Po 3 sygnałach
odezwał się.
-Tak? -mruknął
znudzonym głosem.
-Marcus? To ja
Vannesa , wyjeżdżam jutro na odwyk , przez...przez moich rodziców.
-Przepraszam Cię
,ale mam ważniejsze sprawy. Zadzwonię.
Połączenie zostało
przerwane.
Co? Jak on tak mógł. .
Zeszłam z łóżka , poszłam do łazienki i ogarnęłam się. Nie mówiąc nic nikomu
wyszłam z domu i skierowałam się do domu chłopaka. Na szczęście nie mieszkał
daleko.
Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś
otworzy. Po paru sekundach w drzwiach pojawił się Marc.
-Hej Vannesa -rzucił
niedbale.
-Hej -mruknęłam.
Odkąd zdążył się ten incydent ,przechodziliśmy tak jakby kryzys. -Nie wiem czy
wiesz, ale wyjeżdżam.
-Słyszałem. I
dlatego myślę ,że powinniśmy to zakończyć-rzucił oschle. W moich oczach zebrały
się łzy.
-Ale …ale przecież
nie wiesz ,kiedy gdzie, ja jak długo i ..i nie możesz mi t..tego zrobić
-zaczęłam się jąkać.
-To nie ma sensu a
po za tym mam kogoś- stałam tam sparaliżowana -Chloe chodź tutaj -zawołał i
jakby była na to przygotowana wyrosła niespodziewanie obok niego. Nie mogłam w
to uwierzyć. Chloe? Moja przyjaciółka?
-Co ty tu robisz?
-zapytałam dziewczynę. Zmieszała się i odwróciła wzrok. Spojrzałam na nią ze
łzami w oczach.-Mogłam się tego spodziewać- wyszeptałam-Przyjaciele zawsze
zawodzę- i wybiegłam. Biegłam ,biegłam rozmyślając o tym ,że wyjazd tam niebyły
złym pomysłem.
End back
Tylko że ja zawsze
źle myślę.
-Jesteśmy -
usłyszałam. Spojrzałam pytająco na rodziców.
-Te więzienie
nazywacie ośrodkiem ?-krzyczałam i wpatrywałam się w kraty na oknach, ciemne
ściany i lasy dookoła.
-Vannesa- skarciła
mnie mama.- Chodź zaraz ktoś powinien nas oprowadzić.
Przeszliśmy ścieszką
do wielkiego więzienia i weszliśmy do środka.
-Dzień Dobry ,jestem
Ilon Kidana -przedstawiła się około 20-letnia kobieta.
-Już ją
lubię-pomyślałam.
-Jestem Kle Lorien a
to moja żona i córka. -wyliczał tato.
-Zgaduje ,że jesteś
Vannesa. -uśmiechnęła się do mnie blondyna.
-Tak.
-Dobrze. Możesz
pożegnać się z rodzicami i oprowadzę Cię, tymczasem... zaczęła.
-Ale jak to? -nie
będziemy mogli zrobić tego z nią? -wtrąciła rodzicielka.
-Niestety nasze
przepisy na to nie pozwalają.
-Dobrze. Mogłaby nas
zostawić pani chwile samych? -wtrącił Kle.
-Oczywiście.
-Dziękuje.
-Vannesa… -zaczął
kiedy opiekunka wyszła.
-Nie chce tu
być-rzuciłam wrednie.
-Trzeba było o tym
szybciej pomyśleć-Czy moja mama nic nie rozumie?!
-Zadzwonimy.-powiedział
szybko mój ojciec.
Pożegnali się i szli
do wyjścia kiedy usłyszeliśmy odgłosy jakiejś kłótni.
-Zabije Cię jeśli
coś komuś powiesz -Odwróciłam się. Wysoki szatyn prowadzony był przez 2
ochroniarzy i krzyczał na bruneta który leżał na ziemi w krwi. -Wiesz do czego
jestem zdolny.
Spojrzałam na moją
mamę , w tym samym czasie ,w którym spojrzała na mnie z przestrachem.
-Nie bój się-
wyszeptała i zniknęła za drzwiami. Przeniosłam wzrok na chłopaka.
-Czego się gapisz do
kurwy nędzy ?! -wrzeszczał na mnie. Skuliłam się w sobie i szybko odwróciłam.
Co ja do cholery robię? Nie powinnam się
go bać.
-Nie przejmuj się
nim - uśmiechnęła się do mnie Ilon. -Idziemy?
-Tak. -rzuciłam.
-To twoje łóżko i pokój ,niestety dzielisz go
z Morgan ,Alishą , Jadenem i Justinem. -
Pokiwałam głową.
-One Ci wszystko wytłumaczą ,ale trzymaj jeszcze to - podała mi małą książkę.
-Zobaczymy się na
kolacji.
Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam 2
dziewczyny i 2 chłopaków. -No tak zawsze jestem piątym kołem u wozu-pomyślałam.
-Chwila! Ten chłopak Justin… o boże to on , to on na mnie krzyczał na
korytarzu. Przełknęłam ślinę kiedy zobaczyłam jego wzrok na sobie.
-Cześć- mruknęłam
nieśmiało -Jestem Vannesa.
-Hej -od razu
rzuciły się na mnie Morgan i Alisha. -Jestem Morgan a to jest Alisha. To jest
Jaden -wskazała ręką na niebieskookiego blondyna. -A to jest…
-My już się znamy
-uśmiechnął się kpiąco szatyn. -Prawda?
Pokiwałam lekko
głową no co uśmiech chłopaka zmienił się. Wyglądało to jakby miał nademną jakąś
kontrolę.
-Śpicie wszyscy w
jednym pokoju? -spojrzałam na niego z przestrachem i przypomniałam sobie
chłopaka zalanego krwią.
-Tak. -mruknął z
kpiną. -Boisz się? Pokiwałam przecząco głowo.
-Justin ,wystarczy
już- odezwała się Alisha.
-Uświadamiam jej
tylko jakie warunki tu panują.-Rzucił do niej , nie odrywając ode mnie wzroku.
-Jestem zmęczona.
Możemy pogadać o tym jutro? -westchnęłam.
Nie czekając na
odpowiedź skierowałam się do mojego łóżka ,które stało obok łóżka Morgan i
Jadena. A zaraz za nim przy ścianie łóżko Justina.
-Jaden? -przywołał
go Justin. -zamień się z nią łóżkiem. Widać ,że mnie pragnie.
-NIE! -krzyknęłam.
Spojrzałam błagalnie na dziewczyny ,które rzucały złe spojrzenia szatynowi.
Jaden go nie
słuchał , po prostu przeniósł moje rzeczy na jego łóżko.
-A co jeśli się nie
zgadzam? -szepnęłam.
-Nie masz wyboru.
Mam spać w środku? Pomiędzy Justinem a
Jadenem? O Boże. Przypomniałam sobie o mojej przyjaciółce i byłym chłopaku. Tak
bardzo mi ich brakuje. Vannesa co ty wyprawisz? -skarciłam się w myślach. -Oni
cię skrzywdzili.
Nie myśląc wiele
,położyłam się na łóżku , nie przebierając się. Zasnęłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy 1 rozdział. ;) Wiem ,że kiepski ,ale dopiero zaczynam ;D Następny rozdział jutro albo pojutrze.
Świetnyyy ♥
OdpowiedzUsuńyhym ;) dzięki xd
UsuńSuuuper ♥ Daalej xx
OdpowiedzUsuńkiedy nastepny ?<3
OdpowiedzUsuń