środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 1


Vannesa

3 miesiące później

Nie mogę uwierzyć ,że rodzice zrobili mi coś takiego. Siedzę w samochodzie razem z moją rodzicielką i ojcem , czekając na to co stanie się za chwilę. Nie wiem czemu mi to robią, zabierając mnie do tego ośrodka w celu " chronienia mnie". I wszystko przez te gówniane zioła. Westchnęłam. Jedziemy już od jakieś godziny  ,jakby nie mogli mi tego załatwić na miejscu. Oparłam się na tylnym siedzeniu i wpatrywałam we wszystko co mnie otaczało ,chcąc zapamiętać jak później wymknąć się z tej dziury i wrócić do domu. Zamknęłam oczy by chwile pomyśleć , ale zaraz je otworzyłam. Przypomniały mi się wszystkie chwile po tym wypadku.

Back                                                                          

Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Podniosłam się lekko ,ale od razu opadłam. Nie miałam nawet sił by się podnieść. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam moją mamę ,która niespokojnie spała na krześle obok. -Co ja tu robię?- Myślałam gorączkowo. I przypomniałam sobie wydarzenia z ostatniej soboty ,którą pamiętam. -Urodziny Fabiana ,no tak. -byłam zła na siebie za doprowadzenie się do takiego stanu ,ale z tego co pamiętam to nie brałam tak dużo. Z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej matki.
-Vannesa? Kochanie obudziłaś się-spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Pokiwałam lekko głową i rzuciłam jej zdziwione spojrzenie.
-Czemu miałabym się nie obudzić? Co się stało?- rzuciłam szybko.
Spojrzała na mnie zmieszana.
-Powiedziałaś nam ,że idziesz do koleżanki na urodziny a nie do kolegi. -westchnęła.-około 23:30 dostaliśmy telefon z pogotowia ,że jesteś w szpitalu. Pojechaliśmy tam i lekarz powiedział ,że brałaś silne narkotyki i to nie pierwszy raz-wyszeptała cicho 4 ostatnie słowa. -Mogłaś umrzeć-zauważyłam w jej oczach łzy.
 Nie zdążyłam nic powiedzieć bo do pokoju wszedł tata. Spojrzał na mnie nic nie mówiąc. A za nim zobaczyłam lekarza.
-Dzień Dobry panno Lorien  ,jak się czujesz? -zapytał i spojrzał na tablice przed łóżkiem i zaczął spisywać coś z niej.
-Dosyć dobrze - mruknęłam. Spojrzał na mnie z kpiną w oczach i skierował słowa do rodziców:
- Za jakieś 3 dni państwa córka będzie mogła zostać wypisana . A teraz proszę wyjść, potrzebuje wypoczynku - powiedział i skierował na mnie ręką.

End back

Wzdrygnęłam  się na te wspomnienia ,ale wtedy nie było tak źle.


Back


-Wyjeżdżasz-rzuciła oschle moja matka po 2 miesiącach spokoju.
-Gdzie? -zdezorientowana stałam w osłupieniu.
-Na odwyk-dokończył za nią mój tata.
-Jak to na odwyk?!
-Normalnie. Jedziesz jutro rano, pakuj się.
-I dopiero mi o tym mówicie?!- zapytałam z niedowierzaniem. -Na ile jadę?!
-11 miesięcy ,a jeśli nie wybiją Ci tego z głowy , na dłużej. -Nie mogłam tego słuchać ,pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Marcusa.
Po 3 sygnałach odezwał się.
-Tak? -mruknął znudzonym głosem.
-Marcus? To ja Vannesa , wyjeżdżam jutro na odwyk , przez...przez moich rodziców.
-Przepraszam Cię ,ale mam ważniejsze sprawy. Zadzwonię.
Połączenie zostało przerwane.
 Co? Jak on tak mógł. . Zeszłam z łóżka , poszłam do łazienki i ogarnęłam się. Nie mówiąc nic nikomu wyszłam z domu i skierowałam się do domu chłopaka. Na szczęście nie mieszkał daleko.

 Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy. Po paru sekundach w drzwiach pojawił się Marc.
-Hej Vannesa -rzucił niedbale.
-Hej -mruknęłam. Odkąd zdążył się ten incydent ,przechodziliśmy tak jakby kryzys. -Nie wiem czy wiesz, ale wyjeżdżam.
-Słyszałem. I dlatego myślę ,że powinniśmy to zakończyć-rzucił oschle. W moich oczach zebrały się łzy.
-Ale …ale przecież nie wiesz ,kiedy gdzie, ja jak długo i ..i nie możesz mi t..tego zrobić -zaczęłam się jąkać.
-To nie ma sensu a po za tym mam kogoś- stałam tam sparaliżowana -Chloe chodź tutaj -zawołał i jakby była na to przygotowana wyrosła niespodziewanie obok niego. Nie mogłam w to uwierzyć. Chloe? Moja przyjaciółka?
-Co ty tu robisz? -zapytałam dziewczynę. Zmieszała się i odwróciła wzrok. Spojrzałam na nią ze łzami w oczach.-Mogłam się tego spodziewać- wyszeptałam-Przyjaciele zawsze zawodzę- i wybiegłam. Biegłam ,biegłam rozmyślając o tym ,że wyjazd tam niebyły złym pomysłem.



End back


Tylko że ja zawsze źle myślę.
-Jesteśmy - usłyszałam. Spojrzałam pytająco na rodziców.
-Te więzienie nazywacie ośrodkiem ?-krzyczałam i wpatrywałam się w kraty na oknach, ciemne ściany i lasy dookoła.
-Vannesa- skarciła mnie mama.- Chodź zaraz ktoś powinien nas oprowadzić.
Przeszliśmy ścieszką do wielkiego więzienia i weszliśmy do środka.
-Dzień Dobry ,jestem Ilon Kidana -przedstawiła się około 20-letnia kobieta.
-Już ją lubię-pomyślałam.
-Jestem Kle Lorien a to moja żona i córka. -wyliczał tato.
-Zgaduje ,że jesteś Vannesa. -uśmiechnęła się do mnie blondyna.
-Tak.
-Dobrze. Możesz pożegnać się z rodzicami i oprowadzę Cię, tymczasem... zaczęła.
-Ale jak to? -nie będziemy mogli zrobić tego z nią? -wtrąciła rodzicielka.
-Niestety nasze przepisy na to nie pozwalają.
-Dobrze. Mogłaby nas zostawić pani chwile samych? -wtrącił Kle.
-Oczywiście.
-Dziękuje.
-Vannesa… -zaczął kiedy opiekunka wyszła.
-Nie chce tu być-rzuciłam wrednie.
-Trzeba było o tym szybciej pomyśleć-Czy moja mama nic nie rozumie?!
-Zadzwonimy.-powiedział szybko mój ojciec.
Pożegnali się i szli do wyjścia kiedy usłyszeliśmy odgłosy jakiejś kłótni.
-Zabije Cię jeśli coś komuś powiesz -Odwróciłam się. Wysoki szatyn prowadzony był przez 2 ochroniarzy i krzyczał na bruneta który leżał na ziemi w krwi. -Wiesz do czego jestem zdolny.
Spojrzałam na moją mamę , w tym samym czasie ,w którym spojrzała na mnie z przestrachem.
-Nie bój się- wyszeptała i zniknęła za drzwiami. Przeniosłam wzrok na chłopaka.
-Czego się gapisz do kurwy nędzy ?! -wrzeszczał na mnie. Skuliłam się w sobie i szybko odwróciłam. Co ja do cholery  robię? Nie powinnam się go bać.
-Nie przejmuj się nim - uśmiechnęła się do mnie Ilon. -Idziemy?
-Tak. -rzuciłam.

 -To twoje łóżko i pokój ,niestety dzielisz go z Morgan ,Alishą , Jadenem i Justinem. -
Pokiwałam głową. -One Ci wszystko wytłumaczą ,ale trzymaj jeszcze to - podała mi małą książkę.
-Zobaczymy się na kolacji.
 Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam 2 dziewczyny i 2 chłopaków. -No tak zawsze jestem piątym kołem u wozu-pomyślałam. -Chwila! Ten chłopak Justin… o boże to on , to on na mnie krzyczał na korytarzu. Przełknęłam ślinę kiedy zobaczyłam jego wzrok na sobie.
-Cześć- mruknęłam nieśmiało -Jestem Vannesa.
-Hej -od razu rzuciły się na mnie Morgan i Alisha. -Jestem Morgan a to jest Alisha. To jest Jaden -wskazała ręką na niebieskookiego blondyna. -A to jest…
-My już się znamy -uśmiechnął się kpiąco szatyn. -Prawda?
Pokiwałam lekko głową no co uśmiech chłopaka zmienił się. Wyglądało to jakby miał nademną jakąś kontrolę.
-Śpicie wszyscy w jednym pokoju? -spojrzałam na niego z przestrachem i przypomniałam sobie chłopaka zalanego krwią.
-Tak. -mruknął z kpiną. -Boisz się? Pokiwałam przecząco głowo.          
-Justin ,wystarczy już- odezwała się Alisha.
-Uświadamiam jej tylko jakie warunki tu panują.-Rzucił do niej , nie odrywając ode mnie wzroku.
-Jestem zmęczona. Możemy pogadać o tym jutro? -westchnęłam.
Nie czekając na odpowiedź skierowałam się do mojego łóżka ,które stało obok łóżka Morgan i Jadena. A zaraz za nim przy ścianie łóżko Justina.
-Jaden? -przywołał go Justin. -zamień się z nią łóżkiem. Widać ,że mnie pragnie.
-NIE! -krzyknęłam. Spojrzałam błagalnie na dziewczyny ,które rzucały złe spojrzenia szatynowi.
Jaden go nie słuchał , po prostu przeniósł moje rzeczy na jego łóżko.
-A co jeśli się nie zgadzam? -szepnęłam.
-Nie masz wyboru.
 Mam spać w środku? Pomiędzy Justinem a Jadenem? O Boże. Przypomniałam sobie o mojej przyjaciółce i byłym chłopaku. Tak bardzo mi ich brakuje. Vannesa co ty wyprawisz? -skarciłam się w myślach. -Oni cię skrzywdzili.
Nie myśląc wiele ,położyłam się na łóżku , nie przebierając się. Zasnęłam.

----------------------------------------------------------------------------------------------

No to mamy 1 rozdział.  ;)  Wiem ,że kiepski ,ale dopiero zaczynam ;D Następny rozdział jutro albo pojutrze. 

4 komentarze: